Imię i nazwisko
Twój e-mail:
Treść wiadomości:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Formularz został wysłany — dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!

Kontakt

Kontakt

Kontakt

Szukasz moich książek?

Kliknij w logo

Szukasz moich książek?

Social media

Social media

Social media

Kliknij w logo   >>>>>>>

Zobacz również

Czasem warto, by zwolennicy i przeciwnicy tworzenia planu powieści spróbowali innego sposobu pisania. 

Tydzień temu omawialiśmy dwa typy pisarzy: „ogrodników” i „architektów”, a także jak się te typy przenikają. Po szczegóły zapraszam TUTAJ

Czasem jednak warto wyjść z siebie i spróbować pisać inaczej. Oto kilka takich przypadków.

Pierwsza powieść

Przeskok z opowiadań na dłuższe formy potrafi być przytłaczający jak przestawienie się z pięciokilometrowego biegu od razu na maraton lub jak wyjście w góry bez mapy. Fabułę opowiadania często masz w całości w głowie, z powieścią nie ma na to szans.

Stworzenie planu może być dobrym lekarstwem na lęk. Opisz w kilku akapitach, co ma się dziać w każdym rozdziale, do samego końca książki. Da ci to komfort psychiczny, że wiesz dokąd idziesz, że masz jakiś drogowskaz nim wyruszysz na szlak.

Jeśli jesteś „ogrodnikiem”, to prawdopodobnie szybko wyobraźnia zacznie płatać ci figle i podstawiać inne, często lepsze pomysły. Możesz zmodyfikować plan pod to, co wymyśliłeś, jeśli cały czas chcesz mieć przed sobą drogowskaz, lub olać go zupełnie i pisać dalej na czuja.

Plan nie ma już w tej chwili takiego znaczenia, bo spełnił swoją rolę. Był jak kółka pomocnicze, kiedy uczyłeś się jeździć na rowerze. Teraz, kiedy już się nie boisz, możesz je odkręcić. Wypierdzielisz się jeszcze nieraz, możesz być pewny, ale co z tego :) Grunt, że nie boisz się już wsiadać na rower i jechać dalej.

Nowy gatunek literacki

Wejście na kompletnie nieznany teren może nawet kozaków zawrócić do poziomu amatorskiego. Owszem, znasz wiele pisarskich sztuczek i ogólne zasady tworzenia historii, ale każdy gatunek do pewnego stopnia rządzi się swoimi prawami. Nie ma co prawda mowy o debiutanckim strachu, ale do głosu chodzi zwyczajny pragmatyzm. Nie chcesz po prostu wdepnąć w ślepą uliczkę lub popełnić jakiegoś fundamentalnego błędu, przez który będziesz musiał wypieprzyć trzy czwarte książki.

Wiem, że gdybym kiedyś brał się za pierwszy kryminał to zrobiłbym plan. Chciałbym sobie rozpisać poszczególne techniki śledcze i jakie dają efekty, bo nie znam się na tym, więc musiałbym jakoś poukładać sobie tę tonę researchu. Chciałbym mieć poczucie kontroli nad stopniowym odsłanianiem tajemnicy, zachować równowagę między suspensem a gratyfikacją dla czytelnika, nie chlapnąć nigdzie żadnego spoilera, ale też nie zamulić śledztwa. Przede wszystkim jednak chciałbym by progres fabuły był logiczny i wynikał z postępowania protagonisty, żeby nie musieć wyskakiwać w ostatniej chwili z deus ex machiną.

Skomplikowana fabuła i świat

Wątpię, by dało się stworzyć epicką sagę bez żadnego planu. Przypuszczam, że wygląda on jednak nieco inaczej.

Nie chodzi o łopatologiczne „a teraz bohater idzie tu i robi to”. Bardziej by mieć pod kontrolą te dziesiątki frakcji i setki postaci: czego każda z osobna chce, jakie ma fundamentalne wartości i cechy osobowościowe, co z grubsza chce osiągnąć. I jak wygląda, bo łatwo można się zamotać i w trakcie pisania przypadkowo zmieniać postaciom kolor oczu czy inne detale :) Albo co gorsza, sprawiać, że nagle zachowują się jak nie oni. Albo że postaci drugoplanowe zaczynają zlewać się ze sobą lub dryfują bez celu i nie wiadomo jaka jest właściwie ich rola w historii.

Najwyraźniej to widać przy serialu „Gra o tron”, gdzie ewidentnie scenarzyści nie mieli pojęcia co robić, kiedy skończył im się pierwowzór literacki i nawet tak wyraziste postaci, geniusze intryg jak Tyrion czy Varys, zostali zredukowani do roli dostarczycieli sarkazmu. Snuli się przez ostatnie trzy sezony jak smród po kalesonach, rzucani z miejsca na miejsce bez realnego wpływu na historię, gdzie wcześniej sami byliby jej sprawcami.

Przy epickich fabułach nawet plan czasem nie pomaga. Nie bez powodu George R.R. Martin i Brandon Sanderson zatrudniają asystentów: turbo-nerdów, którzy znają ich uniwersum lepiej niż oni sami.

Plan wsteczny po dłuższej przerwie

To trochę przypadek szczególny. Zrobiłem tak przy „Kastratorze”. Miałem kilkumiesięczną przerwę w pisaniu tej książki, do tego wcześniej sporą jej część musiałem wywalić (szczegóły TUTAJ). Przeczytałem więc to, co było, i zrobiłem „plan wsteczny”, by mieć ściągę z najważniejszych wydarzeń, co się działo z poszczególnymi bohaterami. Miałem dzięki temu pewien ogląd, w jakim miejscu jestem, w jakim tempie jadę, jaki jest poziom napięcia i jak je podkręcać idąc naprzód.

Blokada pisarska

Jak bardzo szczegółowy plan by nie był, nie jest tak szczegółowy jak sama książka. Czasem w trakcie pisania możesz popaść w konflikt z samym sobą, kiedy intuicja ci podpowiada, że na logikę bohater powinien zrobić coś innego niż plan przewiduje. W takim przypadku zawsze bohater powinien mieć pierwszeństwo, pierdolić plan. W pewnym momencie trzeba po prostu zaufać instynktowi i umiejętnościom i iść na żywioł.

Nuda

Tylko „architekci” z krwi i kości (90% i wzwyż koncentracji „genu planisty” ;) ) potrafią znaleźć przyjemność w pisaniu historii, którą już znają. Dla wszystkich „mieszańców”, a dla osób z przewagą genu „ogrodnika” to już w ogóle, pisanie zgodnie z planem jest nudne w chuj. To jego zdecydowanie największa wada. Dla mnie różnica miedzy spontanicznym pisaniem a pisaniem zgodnie z planem jest jak różnica między malowaniem obrazu, a zabawą w „połącz kropki” czy kolorowaniem wewnątrz linii.

Jeżeli przestrzegasz swojego planu i czujesz, że męczysz się z tym, to możliwe, że w głębi serca jesteś „ogrodnikiem”, ale planujesz powieść z wyprzedzeniem ze strachu, że nie dasz rady. Po raz kolejny: musisz sobie po prostu zaufać. Pieprzyć plan, zabaw się wreszcie, fofoksejk! :D

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

02 marca 2022

Plan powieści kontra spontan: odstępstwa od reguły