Imię i nazwisko
Twój e-mail:
Treść wiadomości:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Formularz został wysłany — dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!

Kontakt

Kontakt

Kontakt

Szukasz moich książek?

Kliknij w logo

Szukasz moich książek?

Social media

Social media

Social media

Kliknij w logo   >>>>>>>

Zobacz również

Zależy. Przede wszystkim od twojego temperamentu.

Czy lepiej najpierw stworzyć plan powieści a potem siadać do pisania, czy lepiej pisać na spontanie? Jednoznacznej odpowiedzi nie ma, bo to kwestia indywidualna. 

„Ogrodnik” kontra „architekt”

George R.R. Martin mówi, że istnieją dwa typy pisarzy.

„Ogrodnik”

Nie tworzy planu powieści tylko bazuje na tym, co ma w głowie. Pozwala pomysłom rosnąć wedle upodobania, jedynie w trakcie, a czasem i po skończeniu książki przycina rośliny, przesadza je, niektóre wyrywa z korzeniami i przeznacza na kompost, a tu i ówdzie dodaje jakieś ozdobne kwiatki. Sam nie wie jak ogród będzie ostatecznie wyglądał: po prostu pielęgnuje go w trakcie spontanicznego wzrostu, aż uzyska właściwy efekt.

„Architekt”

Tworzy plan opowieści od początku do końca, zanim przystąpi do budowy. Z góry wie, jakich materiałów użyje. Wymiary i proporcje konstrukcji się zgadzają, efekt końcowy jest widoczny już na desce kreślarskiej. Proces samej budowy jest dzięki temu bezpieczny i przewidywalny, a obserwowanie budynku rosnącego zgodnie z założeniami daje autorowi satysfakcję.

To, jaką autor obiera drogę, w zdecydowanej większości wynika z jego temperamentu. Nie mam na to żadnych danych, ale strzelam, że cholerycy i sangwinicy są w większości „ogrodnikami”, a melancholicy i flegmatycy są w większości „architektami”. Natomiast nie ma stuprocentowego „ogrodnika” ani stuprocentowego „architekta”.

Każdy w jakiś sposób pisze hybrydowo: łączy jedno z drugim, a proporcje waży w zależności od okoliczności, o których mówiłem we wstępie. I bardzo dobrze, bo żeby doprowadzić projekt do końca nie da się inaczej. Trzeba planować, ale nie być niewolnikiem swojego planu.

„Ogrodniko-architekt”

Próbowałem obydwu ścieżek i bardziej odpowiada mi podejście „ogrodnika”, bo mam więcej frajdy w trakcie pisania. Ale czy to, że jestem bardziej „ogrodnikiem” oznacza, że nie planuję? Skądże. Nawet auto jadące nocą widzi przed sobą tyle drogi, ile oświetlą mu reflektory. To, że nie spisuję planu z góry, nie oznacza, że on nie istnieje. Natomiast nie muszę mieć w głowie całej fabuły przed rozpoczęciem pisania.

Osobiście uznaję pomysł za dojrzały, kiedy mam w głowie w miarę szczegółowy przebieg pierwszych pięćdziesięciu, może stu stron, a dalej jest już mgła, z której tu i ówdzie wyłaniają się jakieś incydentalne scenki. Nie muszę też znać zakończenia. Właściwie nawet lepiej jeżeli go nie znam, w tym cała frajda przecież :D Dalszy ciąg wyłania się stopniowo, po kilkanaście, kilkadziesiąt stron do przodu. Czasem jest blok i jedzie się na postojowych, po pięć kilometrów na godzinę, ale prędzej czy później auto zaskoczy i światła znowu zaczną działać. W tym jest dla mnie cały fun, adrenalinka, że nie wiesz na co wpadniesz następnym razem.

„Architekto-ogrodnik”

W takim razie czy odwrotne podejście jest błędne? Czy fabuły planowane z góry są przewidywalne i brakuje im dramaturgii? Czy wszystko jest takie „od linijki”? Też nie. 

Odgórny plan powieści również powstaje w kreatywnym transie i jest na tyle dobry, na ile jesteś w stanie z góry wymyśleć bohaterów i przewidzieć wydarzenia. Tyle, że w trakcie pisania wpadasz często na dużo lepsze pomysły, bo wiesz już dużo więcej o postaciach. To bohaterowie ciągną historię w tę lub inną stronę i warto dać się im prowadzić, bo z reguły wiedzą lepiej, co powinni teraz zrobić, niż ty, gdy wymyślałeś plan na samym początku :)

Jeżeli twoja przyjemność w pisaniu bierze się z tego, że masz jasny drogowskaz i nie stresujesz się tym, co ma być dalej – żaden problem. Kiedy w trakcie pisania twoja postać zażyczy sobie pójść w zupełnie inną stronę niż przewidywał plan...

Przerwij pisanie i zmień plan! TADAAAM! :D

Zaktualizuj go według obecnego stanu, dojedź w planie do samego końca, jeśli tego potrzebujesz i potem pisz dalej :) A jeżeli okaże się, że gdzieś w przyszłości postaci znowu ci się znarowią i postępowanie według planu stanie się niezgodne z ich charakterem, zmień plan ponownie.

Za tydzień pogadamy o tym, kiedy warto wyjść z siebie i spróbować pisać inaczej niż zwykle.
Pozdrawiam! :D

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

23 lutego 2022

Czy warto pisać plan powieści?