Imię i nazwisko
Twój e-mail:
Treść wiadomości:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Formularz został wysłany — dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!

Kontakt

Kontakt

Kontakt

Szukasz moich książek?

Kliknij w logo

Szukasz moich książek?

Social media

Social media

Social media

Kliknij w logo   >>>>>>>

Zobacz również

Jęczydupy kontrują, że raperzy (i muzycy w ogóle) nie zarabiają na sprzedaży płyt, tylko na koncertach. Płyty są tylko pretekstem, by pojechać znów w trasę, bo to w koncertach są pieniądze. Pisarz koncertu nie zagra: jest uzależniony od sprzedaży książek, a te, jak wiadomo, się nie sprzedają i w ogóle chujnia, dno i dwa metry mułu i o Jezu i o Boże…

Ech.

To prawda. Zdaję sobie sprawę, że ten argument ma swoją wagę. Spójrzmy na to jednak z innej strony.

Stworzenie tekstów, muzyki, skoordynowanie pracy producentów, zorganizowanie studia, masteringu, oprawy graficznej itp, to dużo większy wysiłek organizacyjny niż stworzenie książki. Wiem, bo sam nagrywałem. Muzycy wydają więc z reguły jedną płytę na rok, a i wtedy uchodzą za płodnych (z reguły płyta wychodzi raz na dwa lata). Po wydaniu płyty skupiają się na koncertach właśnie, bo tam są frukty. Płyta to jakieś 20% czasu i wysiłku, a koncerty 80%. No dobra, inne obowiązki przy prowadzeniu labelu to, powiedzmy 20%, wiec dodajmy i mamy okrągłe 120% :D

Jak wielokrotnie wspominałem, jestem na początku swojej drogi i posty na moim blogu to spekulacje pisarskiego zapaleńca, pisane, zapewne, w różowych okularach. Zakładam jednak, że czytelnicy mają swój rozum i WSZYSTKO co czytają (nie tylko mnie) przesiewają przez filtr krytyki. Przejdźmy zatem do mojej riposty.

Przede wszystkim pisarze mają swój ekwiwalent koncertów w postaci spotkań autorskich. W Polsce jest ok. 10 tysięcy bibliotek, które mają swoje budżety i muszą je wykorzystać, inaczej w przyszłym roku gmina / powiat obetnie im dotacje. Jest kasa do wyjęcia i to wcale niemała. Aż dziw bierze, że tak niewielu pisarzy się po nią schyla. Czy uważają, że to „niegodne artysty”? Nie potrafią się zorganizować? Jaka by nie była prawda, spotkania autorskie to świetny sposób na dodatkowy dochód. Mało tego: są i w Polsce zawodowi pisarze, którzy mają jedynie kilka książek na koncie i wydają łaskawie od wielkiego dzwonu, a utrzymują się w 95% z jeżdżenia po Polsce. Da się.

Spotkania autorskie to temat na osobny post, a nawet cykl postów. Prawdziwy klucz do życia z pisania leży dla mnie w płodności pisarza i jego konsekwencji.

Pisarz może (i powinien) inwestować 100% czasu z dostępnych 120% ;) w tworzenie nowych książek. Po prostu. Ekwiwalentem koncertów może być dużo większa ilość wydawanych dzieł.

Jeżeli się okaże, że pracując na pełen etat i siedząc po nocach uda mi się napisać dwie powieści po 50 tysięcy słów każda, to sorry, jęczydupy, ale wasze argumenty będzie można wsadzić sobie w ogon.

Pomyślcie. Jeżeli napiszę dwie książki „po godzinach”, to aż strach pomyśleć, ile książek byłbym w stanie napisać gdybym nie pracował na pełen etat! Myślę, że udało by mi się podtroić czas poświęcany na pisanie (bo tempa przecież nie potroję) i wypuszczać sześć tytułów rocznie. Aby żyć na poziomie średniej krajowej, wystarczyło by mi wtedy sprzedanie po 500 sztuk każdego tytułu w ciągu roku, a co jeżeli, nie daj Bóg, sprzedawałbym więcej? Górnej granicy przecież nie ma.

Zatkało kakao? :D

Powiecie, że to niemożliwe. Guzik prawda. Remigiusz Mróz wypuszcza sześć książek rocznie rokrocznie, a z tego, co mówi w wywiadach wynika, że drugie tyle ląduje w szufladzie, bo wydawnictwa, z którymi współpracuje, nie są w stanie wydolić. Tak, dobrze słyszeliście: wydawnictwa SPOWALNIAJĄ pisarzy, bo ich kalendarze wydawnicze nie są z gumy.

Jeśli ktoś zacznie zaraz zrzędzić, że skoro pisarz pisze dużo, to znaczy, że na odpierdol i chujowo, to słowo daję: pierdyknę krzesłem przez łeb. Remigiusz Mróz, heloooł??? Jeżeli waszym zdaniem Mróz pisze chujowo, to możemy od razu zakończyć rozmowę.

O relacji ilości do jakości będzie odrębny cykl postów. Zapraszam od razu do lektury, bo będziemy rozprawiać się z masą mitów, jakie narosły wokół tego tematu. Będzie grubo! :D

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

 

Grafika: www.mathbabe.files.wordpress.com

 

13 lutego 2017

Polscy pisarze powinni uczyć się od raperów: kontrargument