Dziś przyjrzymy się czwartemu z przykazań CENTS, opisanych w książce „The millionaire fastlane” MJ DeMarco i temu, jak na jego tle wyglądałoby wydawanie własnej twórczości w Polsce.

T jak Time (czas): czy twój zysk zależy wprost proporcjonalnie od tego, ile godzin poświęcisz na pracę? Jeżeli tak, łamiesz przykazanie czasu. Przykładem są lekarze, których zarobki zależą od ilości przyjętych pacjentów (czyli od poświęconego im czasu).

Aby wypełnić przykazanie czasu, twój produkt musi istnieć w czasie i przestrzeni (a zatem być sprzedawany) bez twojego udziału. Musi pracować na ciebie także, kiedy ty nie pracujesz.

Jak to wygląda w przypadku samowydawania książek? Najtrudniej jest na początku, kiedy nie masz rezerw finansowych i sam musisz wszystko ogarniać.

Chcesz oszczędzić, więc starasz się zrobić jak najwięcej sam. Możesz np. sam stworzyć okładkę książki, złożyć całość i przygotować do druku. Print on demand jest, póki co, za drogi więc musisz z góry wydrukować jakiś nakład i go składować. Do ciebie też należy obsługa sklepu internetowego, pakowanie książek i ich wysyłka. Ograniczenia finansowe wymuszają na tobie organiczną promocję w internecie, która kosztuje przede wszystkim twój czas i najprawdopodobniej właśnie promocja będzie, spośród obowiązków wydawniczych, pożerała go najwięcej.

Istnieje wiele firm, które mogą zdjąć z ciebie obowiązki logistyczne w zamian za procent od wartości przesyłki, ale przestrzeń magazynowa też ma swoja wartość. Nikt nie będzie składował twoich książek charytatywnie, jeżeli nie zagwarantujesz minimalnego obrotu, a o tym możesz, przynajmniej na początku, zapomnieć. Na korzystanie z agencji interaktywnej, która wylansowałaby cię w internecie, też cię nie stać. Wszystko jest na twojej głowie.

Z drugiej strony zachowajmy zdrowy rozsądek: jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że obowiązki wydawnicze pożerają tyle twojego czasu, że nie masz kiedy jeść, spać i pisać. Powiem tak: chciałbym mieć taki problem 😀 Albo inaczej: jeżeli masz taki problem, to masz też hajs, by wynająć pomoc w tym zakresie. W końcu lwia część zysków ze sprzedaży książek trafia do twojej kieszeni.

Prawdziwą kopalnię wiedzy o tym, jak działa logistyka indie publishingu na dużą skalę, znajdziesz TUTAJ.

Indie publisherzy, którym się udało, to dopiero narzekają na brak czasu, lecz pożerają im go aktywności dużo bardziej produktywne niż pakowanie przesyłek. Takie głupoty są już dawno zlecone na zewnątrz. Oni zajęci są osobistym negocjowaniem praw do przekładów swoich książek na rynkach zagranicznych, praw do adaptacji itp., bo są już tak biznesowo ogarnięci, że nie potrzebują agentów (to temat na osobny post). Zajmują się rzeczami, które generują efekt skali.

Co więc powinieneś zrobić, żeby spełnić przykazanie czasu? Również skupić się na rzeczach, które generują efekt skali. Czyli, przede wszystkim, na PISANIU KSIĄŻEK.

Nie oszukuj się: prędzej będziesz frustrował się brakiem sprzedaży niż jej, hm… nadmiarem, o ile istnieje coś takiego 😛 Obowiązki wydawnicze i promocyjne nie będą spędzały ci snu z powiek. Twoje zadanie to pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Doskonalić się, być coraz lepszym pisarzem i znowu: pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Budować masę krytyczną. Promocja jest, w świetle tej zasady, mniej produktywna, więc jeżeli jesteś zmuszony do wyboru: pisanie albo promocja, zawsze wybieraj pisanie. Jeżeli będziesz pisać dużo i bardzo dobrze, to nie ma bata: prędzej czy później kula śniegowa musi zacząć się toczyć. Po prostu nie da się ciebie dłużej ignorować.

Podsumowując: czy indie publishing spełnia przykazanie czasu? Kiedy wszystko już idzie dobrze, to zdecydowanie tak. Ocena 5/5. Kiedy raczkujesz, to teoretycznie nie, ale w praktyce również tak. Gdy na początku sam musisz wszystkiego doglądać, nieproduktywne obowiązki wydawnicze zajmują na tyle mało czasu, że nie odciągają cię od meritum, czyli pisania książek. A kiedy zaczynają być kulą u nogi, powinno być cię stać na zlecenie części z nich na zewnątrz, np. oprawę książek, magazynowanie, pakowanie i wysyłkę. Ocena: 3/5.

Zbieramy powyższe oceny do kupy i wychodzi nam 8/10 🙂

W następnym poście przeanalizujemy S jak Scale: przykazanie skali.

Do przeczytania! 😀

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

Zdjęcie: coindesk.com