Krótka piłka: jeżeli zadajesz sobie to pytanie, nie jesteś gotowy, żeby je napisać. Sorry.

Normalna sytuacja, dla kogoś kto faktycznie pisze, jest odwrotna: zbyt wiele pomysłów ciśnie się do głowy i nie starcza czasu, by je spisać. To logiczne: człowiek myśli o wiele szybciej niż pisze.

Jeśli masz dylemat jak w tytule, odpuść sobie. Poczekaj. Jeśli ma być, samo przyjdzie.

Miałem tak samo: chciałem pisać, a nie miałem o czym. Na chama też da się wymyślać. Kończyło się zawsze w ten sam sposób: grzązłem w błocie, a że nie miałem dźwigni (pomysłu i motywacji) na ciąg dalszy, porzucałem projekt. Pamiętam, kiedy na chama brałem się za fantasy, nie byłem w stanie wymyślić nawet wystylizowanych imion bohaterów! Każda głupota sprawiała problemy. Biologia jest najlepszym nauczycielem: na siłę wyciśniesz tylko gówno, a i przy tym nabawisz się hemoroidów.

Optymalny scenariusz wygląda następująco:

  1. Jesteś w niewinnej sytuacji: rozmawiasz z kimś, widzisz coś, oglądasz film, whatever.
  2. Słyszysz w głowie „PING!” jak w mikrofalówce i zaczynasz się zastanawiać: „a co by było, gdyby xxxxx …?”
  3. Żyjesz sobie dalej. Co jakiś czas pytanie wraca do ciebie i dokładasz sobie w głowie różne warianty.
  4. Mutant, którego zrodziłeś, zaczyna cię uwierać. Noszszsz kurrrde, musisz coś z tym zrobić.
  5. TERAZ zaczynasz pisać. Dalej nie masz żadnego planu, ale w międzyczasie mutant rozrósł się na tyle, że masz paliwo na przynajmniej sto stron.
  6. Podczas pisania, każdy wątek zaczyna żyć własnym życiem. Przychodzą ci do głowy kolejne warianty, fabuła dojrzewa szybciej niż jesteś w stanie ją spisać. Łeb puchnie. Reszta jest historią.

Na spotkaniach autorskich i konwentach wszyscy pisarze muszą odpowiadać na pytanie „skąd bierzesz pomysły”. WSZYSCY i za każdym razem. Staje się to tak irytujące, że pisarze robią się opryskliwi, albo zaczynają się nabijać z pytających, jedni z większą klasą, drudzy z mniejszą. Taki Neil Gaiman, na ten przykład, robi to z klasą i humorem TUTAJ 😀

A teraz odpowiedź. Pomysły biorą się z głowy. TWOJEJ głowy. Nikt Ci nie powie skąd masz je brać, masz je, albo nie!

I najważniejsze: nie ma czegoś takiego jak dobry lub zły pomysł. Jest tylko pomysł, który ci się podoba, lub nie. Podoba się i nie daje ci spokoju? Napisz go, jakkolwiek debilny by się nie wydawał. W końcu tylko z pozoru „Śmierć w Wenecji” to „film o facecie w łódce” 😉

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

join-me-on-facebook-small

 

Zdjęcie: www.goodpixcool.com