Z recenzjami i krytyką sprawa jest bardzo prosta: należy o nie zabiegać, czytać, ale mieć je w dupie. Nie przejmować się i broń Boże nigdy, PRZENIGDY nie wchodzić w polemikę z recenzentami.

Po jaką więc cholerę czytać recenzje, skoro i tak miałbyś je ignorować?

Chodzi o jeden mały wyjątek od reguły. Jeżeli wielu recenzentów zwraca uwagę na tę samą rzecz, która im się nie podoba, wtedy najprawdopodobniej rzeczywiście robisz ją źle i warto to zmienić. Znany bloger Kominek przyznał się, że ignoruje krytykę i tylko pławi się w komplementach: nie chcesz tak robić. Gdyby Kominek wziął sobie do serca argumenty, które wybrzmiewały unisono w większości krytycznych recenzji, być może w przyszłości by się rozwinął. A tak… pożyczyłem jego powieść od znajomych, którzy zrzucili się i kupili ją dla beki. Drugiej pewnie nie przeczytam, bo nawet oni nie zdzierżyli by więcej tego, co im zaserwował 😉

Poza tym, czytanie recenzji służy do innego pożytecznego celu: wykształcenia grubej skóry.

Na każdym etapie kariery będziesz dostawał dobre i złe recenzje, w różnych proporcjach. Im lepiej będzie ci szło, im więcej będziesz miał fanów i pieniędzy, tym złe recenzje będą miały mniej wspólnego z rzeczywistymi wadami książki. Będziesz miał WROGÓW. Ludzie, których w życiu na oczy nie widziałeś będą ci zazdrościć i życzyć źle. Czytanie recenzji to dobry sposób na to, by się na nich znieczulić. Uodpornić. Po pewnym czasie odkryjesz bowiem, że zarówno argumenty za jak i przeciw twojej twórczości są w równym stopniu z dupy 😀

Ludzie będą doszukiwać się jakichś transcendentalnych czy postmodernistycznych interpretacji i chwalić cię za wizjonerstwo, a ty będziesz drapał się w głowę, myśląc „gdzie oni się tego dopatrzyli???” Z drugiej strony będą cię jechać za brak drugiego dna, wtórność czy płytkość, a ty będziesz się zżymał „jak, debilu, mogłeś tego nie zrozumieć???”

No właśnie. Pisałeś książkę dla frajdy i tylko frajdę chcesz ludziom dawać, natomiast recenzenci nie mogą tak podchodzić do sprawy, bo ich recenzje składały by się tylko z jednego słowa: „fajne” albo „niefajne”.

Im dalej w las, tym szerzej będziesz otwierał oczy, czytając recenzje. Stracisz trochę nerwów, może popłaczesz w poduszkę. Aż w końcu, nadejdzie długo oczekiwany moment, kiedy zaczniesz mieć recenzje głęboko w dupie 🙂

Odporność zarówno na pochlebstwa jak i krytykę jest bardzo przydatna . Umówmy się, w życiu są dużo ważniejsze sprawy i większe problemy niż to, że coś się jakiemuś blogerowi w twojej książce nie spodobało. Żeby nie zwariować w życiu, nie możesz przejmować się rzeczami, na które się nie masz wpływu, zwłaszcza tak subiektywnymi jak recenzje. Choćbyś chciał wszystkim dogodzić i stosować się do wskazówek zawartych w recenzjach, to nie dasz rady, bo często się wykluczają: ludzie chwalą cię albo ganią za to samo.

Zresztą, czytałeś kiedyś jakieś recenzje blogowe albo komentarze na Lubimyczytać? 😀 Część może i jest wartościowa, ale większość to poziom fochów piętnastolatki! 😀 Jak można się czymś takim przejmować? Jakość recenzji to w ogóle temat na osobnego posta.

Co jednak, jeżeli jesteś osobą o naprawdę miękkiej konstrukcji psychicznej i wszystko bierzesz do siebie? Wtedy nie czytaj recenzji wcale, albo poproś bliską ci osobę, do której masz zaufanie, aby czytała recenzje za ciebie. Niech odsiewa te złośliwe i pozbawione wartości merytorycznej, a pokazuje ci konstruktywną krytykę, z której możesz się czegoś nauczyć. To samo dotyczy pochlebnych recenzji: puste ochy i achy mogą wpędzić cię w zadufanie, a pycha kroczy przed upadkiem. Poproś, by pokazywała ci te pochwały, które są w jakiś sposób uzasadnione.

Na koniec pytanie: wiadomo, że zabieganie o recenzje jest ważnym elementem promocji, więc czy nie ma w tym hipokryzji, skoro i tak masz w dupie większość recenzji? Oczywiście, że nie ma! Chodzi ci przecież o to, by media tworzyły recenzje dla SWOICH czytelników. Skoro ludzie ich czytają, widocznie ich recenzje mają dla nich znaczenie. Natomiast na to, ilu ich czytelników stanie się twoimi czytelnikami nie masz żadnego wpływu, więc masz kolejny argument, by nie przejmować się recenzjami. Proste 😀

Ah, zapomniałbym! Dlaczego nie należy polemizować z recenzentami? Bo w takiej dyskusji zawsze jesteś na przegranej pozycji. Nikogo do niczego nie przekonasz, możesz, co najwyżej, wyjść na bufoniastego dupka. Co gorsza, twoja osobista reakcja tylko przydaje ważności wypocinom recenzenta, co może skończyć się jakąś internetową gównoburzą wokół twojej osoby. Na co ci to? Mój ojciec zawsze mawiał: „nie ruszaj gówna, niech nie śmierdzi”.

A propos, idę do klopa stworzyć jakąś recenzję 😛

Pozdro 😀

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

join-me-on-facebook-small

Grafika: www.ocdn.eu