Na blogu „Polski Hiphop” ukazała się recenzja „Płyty Paździerzowej”. Autor nazwał ją m.in. „jednym z ciekawszych albumów zeszłego roku” i „powiewem świeżości w skostniałe raperskie środowisko”. W skali od 1 do 6, płyta dostała ocenę 5-. Oto pełny tekst recenzji:

„Styx i Anubis, dwóch nieokrzesanych z wyglądu kolesi, to duet rapper i producent (no, obu rapperów), pochodzący z Sanoka, choć mam wrażenie, że przetransportowany do stolycy. Ksywki mają oznaczać podziemie, a tytuł płyty materiał, z jakiego są w stanie dostać nagrodę: wiadomo, że nie złotą płytę, a co najwyżej paździerz. A paździerz jaki jest, każdy widzi na okładce.

Ale hola, hola. Muzycznie to jest wręcz szczyt Olimpu, bo Anubis rozpieprza system totalnie wyprodukowanymi kawałkami, pełnymi klimatu Złotej Ery. Chłop ma wybitne ucho do wyciągania sampli i zawijania ich na perkusjach, przez co mamy tu piękny powrót do lat ’90. Jazzowe i soulowe brzmienia są na tyle dobre, że spokojnie mogłyby pochodzić z dowolnej płyty z Nowego Jorku lat ’92-’95. Brakuje mi tu tylko nieco skreczy, ale nie szkodzi, bo i tak słucha się tego po prostu wybornie. Jeśli weźmiemy pod uwagę szufladkę z produkcjami złotoerowymi w tym roku, to zdecydowany szczyt. Muzycznie mucha nie siada, cymesik i miód. No dobrze, ‚Łącza się palą’ mi się średnio podoba…

Gambit - Płyta Paździerzowa (okładka)

Heh, za to Styx… Jest bardzo oryginalnym emce. Nie wiem, czy to taka stylówka, czy gość nie umie rymować, ale brzmi to niezwykle pociesznie. Ciężko mi znaleźć inne określenie na to kwadratowe flow, ale brzmi to na tyle ironicznie i prześmiewczo, zwłaszcza w połączeniu z tekstami, że masz świetną zabawę podczas słuchania albumu. Wszystko jedno o czym mówi Styx, to wkręca. Czy rozwodzi się nad wspaniałościami różnorakich gatunków piw, czy radzi płci pięknej nie przejmować się rozmiarem:

‚I jaki palant \ Chce myśleć za Was, oceniać i autorytarnie twierdzić \ Kto ma prawo się nazwać pięknym? \ Wedle uznania ustalać trendy? Niech się pajac od Was trzyma z dala \ I tam opowiada te swoje smęty’.

Jest też trochę o życiu, o rymowaniu, poznajemy również całą historię muzycznej inicjacji Styxa w ‚Autobiografii’. Nie byłaby to rapowa płyta, gdyby nie było tu nieco bragga i bitewnych rymów w ‚Kumite’: ‚Mam czystą siłę by całą stawkę zostawić w tyle \ Zwłaszcza tych, co mają rapsy jak faksymile \ Powtarzalne i szare, nieskalane skillem \ W porównaniu do nich biję jak Rachim Czakijew \ Kombinacyjnie, znęcam się aż ich zabiję \ Pogodziłem się już, że nie wyjdzie mi w mainstreamie \ Co było powodem ciśnień, dzisiaj kij w to wbiję’.

To wersy inteligentne, pełne dowcipu i ogromnej ilości autoironii i dystansu nie tylko do życia, ale i do siebie. W jednym kawałku objawił się sam pan produsa i może nie wyszło to jakoś olśniewająco (podobno Anubis nie pisał nic 13 lat! To słychać…), to wpisuje się to w ogólny klimat albumu.

‚Płyta Paździerzowa’ to powiew świeżości w skostniałe raperskie środowisko. To przede wszystkim zabawa, bez ciśnienia, z humorem i dystansem. I choć Styx jest raperem całkiem marnym, to na tych bitach i ze swoimi tekstami dobrze się broni. Jeden z ciekawszych albumów zeszłego roku 🙂 „

Co my na to? Za propsy dziękujemy, krytykę bierzemy na klatę i jedziemy dalej. Pozdro!