Kolejny punkt widzenia na kwestię „niskiej” sprzedaży w self publishingu. Przeglądam czasami blogi i profile facebookowe autorów, którzy opublikowali książkę własnym sumptem i dominują głosy rozczarowania. Włożyli tyle czasu i energii, a skończyło się na sprzedaży 200-300 sztuk po kilku miesiącach. Wniosek musi być jeden: self-publishing to strata czasu i w Polsce nie ma racji bytu.

No dobra. To teraz wyobraź sobie te 200-300 osób na sali, na twoim spotkaniu autorskim. Albo na targach książki w kolejce po twój autograf. Robi wrażenie, co?

Punkt widzenia zmienia się nieco, kiedy zdasz sobie sprawę, że za każdą sprzedaną sztuką stoi konkretna osoba, która przeznacza swoje ciężko zarobione pieniądze na owoc twojej pracy. Mało tego, przeznacza swój cenny czas na jego przeczytanie i wzbudza on w nim jakieś emocje.

Ktoś powie, że tradycyjnie wydawani autorzy sprzedają o rząd wielkości więcej książek i u nich to dopiero by była kolejka po autograf, a gdyby zebrać wszystkich ich czytelników, to trzeba by wynajmować Stodołę na spotkanie autorskie 😉 Tys prowda! 😀 Natomiast…

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ty, porównujący swoje 300 do 3000 tradycyjnie wydanego autora, wypadasz tak samo jak tradycyjnie wydany autor, który porównuje swoje 3000 do 30000 POPULARNEGO autora, a ten do GWIAZDY, która goni 300000 itp. Jeżeli chcesz się dołować, powód do depresji zawsze się znajdzie 😉

Zadziwiające jak krótka jest pamięć. Idę o zakład, że w trakcie pisania książki z tysiąc razy myślałeś, że to, co piszesz, jest beznadziejne. Wstydziłeś się pokazać efekt nawet swojej rodzinie i znajomym, a co dopiero obcym ludziom. Fakt, że ktoś mógłby być skłonny za niego zapłacić już nie mieścił ci się w głowie. Czaisz? Zupełnie niedawno nie wierzyłeś, że KTOKOLWIEK kupi twoją książkę, a teraz sarkasz na 300 osób.

Jeden zasadniczy aspekt odróżnia cię od tradycyjnie wydawanych autorów. Ty prowadzisz sprzedaż bezpośrednią. Potrafisz zidentyfikować KAŻDĄ osobę, która kupiła książkę od ciebie. Masz dużo większe możliwości kontaktu i interakcji ze swoimi czytelnikami niż autor, którego książkę ktoś wziął z półki w stacjonarnej księgarni. Ty, jakbyś chciał, mógłbyś napisać maila lub zadzwonić do każdego ze swoich czytelników z osobna i zapytać, jak się książka podobała 🙂

Posiadanie bazy kontaktowej twoich odbiorców to potężne narzędzie, które powinieneś wykorzystywać podczas promowania kolejnych książek. Wszystko zależy od twojej innowacyjności. Jeżeli wymyślisz sposób jak zaangażować tę małą społeczność, która się wytworzyła wokół ciebie, to dużo bardziej odczujesz wsparcie swoich „trzystu” niż „tradycyjniak” ze swoimi trzema tysiącami.

Just sayin’.

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

 

Obrazek: i.ytimg.com