Pisanie nie jest żadnym magicznym procesem. Nie ma żadnego ducha, który zstępuje z nieba i namaszcza cię. Nie ma żadnej muzy, od której kaprysu zależy, czy tego dnia będziesz w stanie napisać coś dobrego czy nie.

Istniejesz za to ty i twoje opierdalactwo.

Umówmy się, brak natchnienia to wygodna wymówka dla leni i prokrastynatorów. To, co uchodzi za natchnienie, jest po prostu mieszanką dobrego samopoczucia, dużej ilości wolnego czasu, świętego spokoju oraz posiadania pomysłu. Ludzie po prostu mylą natchnienie z komfortowymi warunkami do pisania.

Pisać pod wpływem takiego „natchnienia” to żadna sztuka. Niestety, obiegowa opinia jest odwrotna: że książki „natchnione” są sztuką.

Rzeczywistość? Ernest Hemingway napisał „Starego człowieka i morze” w trzy tygodnie, na kolanie, z redaktorem z wydawnictwa wiszącym mu nad głową, bo zbliżał się termin. Za taką „odbębnioną” pracę Hemingway dostał Pulitzera, ale opinii publicznej sprzedawał kompletnie inny obraz. Za każdym razem gdy studenci lub dziennikarze pytali go jak pisze, wymyślał niestworzone historie (np. że pisze na stojąco, albo słynny cytat „pisanie polega na tym, że siadasz i krwawisz”), bo wkurwiały go w kółko te same pytania. Oczywiście biedni słuchacze byli zbyt przejęci by dostrzec, że Hemingway wkręca ich mówiąc, że pisze 43 drafty każdego tekstu 😉 Skoro ludzie oczekiwali niesamowitego, dokładnie to im dawał. W rzeczywistości pisał najebany, na kacu, z bolącym łbem, pod deadlajnem, na akord.

Bo prawda jest taka, że komfort pisania nie przekłada się na jakość. Kiedy napiszesz jakiś fragment pod wpływem „natchnienia”, a innego dnia napiszesz drugi, który będzie dla ciebie prawdziwą męczarnią, to za kilka tygodni nie będziesz w stanie stwierdzić, który jest który.

A wiecie, co jest najlepsze? Czasem naprawdę się nie chce, nic się nie zgadza, siedzisz i lampisz się w kartkę jak sroka w gówno, ale nie poddajesz się, myślisz, aż w końcu coś kliknie, tryby w mózgu zaczną się obracać i jedziesz! Jedziesz jak wariat, styki w mózgu aż się palą! Wtedy dopiero masz satysfakcję, to jest prawdziwa frajda 😀

Jeżeli wierzysz w bajki o natchnieniu, jesteś zwykłym opierdalaczem. Z drugiej strony, pisanie tylko wtedy, kiedy masz komfort, to nie zbrodnia 🙂 Po prostu na efekty poczekasz dziesięć lat, a potem będziesz wkręcać ludziom jak to ciężką pracą jest pisanie. Tak jak Hemingway 😉

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

join-me-on-facebook-small

 

Zdjęcie: Wikipedia