Dziś przyjrzymy się trzeciemu z przykazań CENTS, opisanych w książce „The millionaire fastlane” MJ DeMarco i temu, jak na jego tle wyglądałoby wydawanie własnej twórczości w Polsce.

N jak Need (potrzeba): na ile twój biznes zaspokaja realne potrzeby społeczeństwa? Zasada stara jak świat: jeżeli rozwiązujesz jakiś mój problem, albo masz coś, czego pożądam lub potrzebuję, to dostajesz za to moje pieniądze. Zdecydowanie najważniejsze z przykazań. Jeżeli twój pomysł na biznes nie rozwiązuje problemów potencjalnych klientów, nie zaspokaja ich potrzeb lub żądz, łamiesz przykazanie potrzeby. Jeżeli chcesz coś robić zarobkowo wyłącznie z pobudek egoistycznych (np. bo to twoja pasja, bo zawsze chciałeś to robić), również łamiesz przykazanie potrzeby.

Jak to wygląda w przypadku samowydawania książek? Problem jest bardziej złożony niż mogłoby się wydawać.

Umówmy się, książki nie są artykułem pierwszej potrzeby. Kiedy jesteśmy zmuszeni zacisnąć pasa, zwykle jako pierwsze wylatują z koszyka zakupowego. Trudno je też rozpatrywać jako osobną kategorię, gdyż konkurują o ten sam wycinek czasu z coraz bogatszą ofertą rozrywki audiowizualnej i co tu dużo mówić, są w odwrocie.

Jakby tego było mało, podaż wewnątrz samej branży wydawniczej ma miażdżącą przewagę nad popytem. Oferta jest przebogata. Wchodzisz do księgarni i widzisz całą masę opowieści od bardziej znanych, lubianych i utytułowanych pisarzy od ciebie, ludzi o światowej sławie, klasyków gatunku, do tego z zapleczem promocyjnym i pieniędzmi wydawców. Dlaczego ktokolwiek, mając tyle alternatyw do dyspozycji, miałby czytać debiutanta, którego twórczość trzeba by, na dodatek, samemu znaleźć w internecie? Poczucie walki z całym światem potrafi być bardzo przygnębiające dla autora.

Dlaczego w ogóle podejmować tak nierówną walkę? Po co zawracać sobie głowę? Dlaczego ludzie decydują się na ścieżkę indie? Bo kochają to, co robią i chcą to robić na własnych warunkach. Są to jednak pobudki egoistyczne, ambicjonalne. Nie mają nic wspólnego z rachunkiem ekonomicznym. Indycy nie zostają indykami, by zaspokajać cudze potrzeby, tylko by zaspokoić własne.

Niestety, rynek ma w dupie potrzeby autorów. Nie obchodzi go, ile potu, krwi i łez przelali, by stworzyć swoje dzieło: jeżeli nikt go nie potrzebuje, nikt za nie nie zapłaci.

Na pierwszy rzut oka sytuacja wydaje się być beznadziejna. A jednak cały czas pojawiają się nowi autorzy, którzy odnoszą sukcesy, indycy również. Wszyscy klasycy kiedyś debiutowali. Skąd się oni biorą? Ano z tego, że każdy POTRZEBUJE ciekawych historii. Każdy POTRZEBUJE raz na jakiś czas uciec, zanurzyć się w innym świecie. Jest to realna ludzka potrzeba. Nie licząc gwiazd jednego sezonu, długotrwałą karierę robią ci, którzy opowiadają najciekawsze historie.

Tu leży pierwszy klucz do zaczarowania rzeczywistości: JAKOŚĆ. Żeby wypełnić przykazanie potrzeby, MUSISZ pisać świetne książki. W walce z całym światem to jedyna broń w rękach indie publishera. Jak już kiedyś pisałem, przeciętnych czeka zgon.

Sam mam indie aspiracje i korci mnie, by podkoloryzować rzeczywistość, ale nie sposób zapomnieć o brutalnej prawdzie. Nawet jeżeli będziesz pisał genialne książki, nie będziesz jedyny. Genialnych książek JUŻ jest na rynku cała masa i świat nie przestanie się nagle kręcić, jeżeli nie wydasz swojej. Poradzi sobie perfekcyjnie. Na jednego Harry’ego Pottera przypadają dziesiątki milionów nie-Harrych Potterów.

Tu leży drugi klucz do zaczarowania rzeczywistości: ILOŚĆ. W indie-świecie większość zysków idzie do Twojej kieszeni, więc nie musisz napisać kolejnego Harry’ego Pottera, by prosperować. Im więcej ŚWIETNYCH książek opublikujesz, tym mniej musisz ich sprzedać per tytuł, by wyjść na swoje. Ten life-hack sprawia, że przykazanie potrzeby jest dla ciebie dużo bardziej łaskawe. Wystarczy ci nawet pięciokrotnie mniejsza grupa wiernych czytelników, niż u twojej tradycyjnie wydawanej konkurencji.

Oba klucze mogą zaczarować rzeczywistość, ale zachowajmy zdrowe proporcje: indie publishing spełnia przykazanie potrzeby w bardzo ograniczonym stopniu. Jeżeli najgorsza ocena to 1/10, a przyznamy obu kluczom po punkcie, otrzymujemy ocenę 3/10. Nadal dużo poniżej przeciętnej, ale cóż, prawda boli 🙁

W następnym poście przeanalizujemy T jak Time: przykazanie czasu.

Do przeczytania! 😀

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

Obrazek: walkingdead.wikia.com