Wiecie już, że książki to nie banany. Nie zgniją, nie przeterminują się ani nie zmydlą. Czym więc są książki?

Książki to własność intelektualna która, jeżeli jest dobrze zarządzana, może przynosić autorowi dochód przez całe jego życie, a także żywić jego dzieci i wnuki przez 70 lat po jego śmierci.

O ile autor nie był na tyle głupi, żeby przepisać prawa majątkowe na kogoś innego bezterminowo.

Należy pozbyć się myślenia, że jeżeli książka nie sprzeda tysięcy egzemplarzy w trzy miesiące to jest do niczego. Należy traktować ją jako element fundamentu, który ma zapewnić ci dobrą przyszłość w dłuższej perspektywie oraz spokojną starość.

Z pisaniem książki jest jak z kupowaniem mieszkania na wynajem. Czekasz sobie spokojnie aż inwestycja się spłaci, a potem masz już czysty zysk. Żeby policzyć od kiedy zaczyna się zysk, musisz wiedzieć, ile wyniosła cię twoja inwestycja. Od razu uprzedzam, że poniższe wyliczenia są kulawe, ale pozwalają przynajmniej zorientować się w jakich rejonach się poruszamy.

Nie wiem jak wy, ale ja pisałbym książki nawet, gdyby nikt mi za to nie płacił. Niemniej jednak nikt nie lubi pracować za darmo, więc wliczmy w koszta czas spędzony na pisaniu książki. Strzelamy 400 godzin x 20 złotych = 8000 złotych w formie zainwestowanego czasu (jednorazowo). Odejmujemy tę kwotę od dochodów, które pozostały po odjęciu kosztów wypuszczenia książki oszacowanych w tej tabelce i okazuje się, że „na zero” wychodzimy po sprzedaniu 421 sztuk.

Ile czasu potrzeba, aby sprzedać 421 sztuk książki, nawet jeżeli idzie napraaawdę słabo? Dwa lata? Chuj, niech będą i trzy! Drogi pisarzu, sarkający na kiepską sprzedaż książki: właśnie spłaciłeś kredyt w trzy lata, a własność intelektualna zostaje z tobą już do końca życia i 70 lat dłużej.

A zaszalejmy teraz, a cooo! 😀 Załóżmy, że tak kochasz pisanie, że udaje ci się wykroić 800 godzin w roku, aby napisać i wydać dwie książki. I tak rok w rok. Cały czas trzymamy się najgorszego scenariusza, że potrzebujesz trzech lat, by sprzedać 421 sztuk (sprzedajesz więc 140 sztuk każdej książki rocznie). Masę krytyczną potrzebną do tego, by żyć z pisania na poziomie średniej krajowej osiągasz po szesnastej książce, czyli po ośmiu latach. Umówmy się, nawet najgorszy pisarz wszechświata, będąc tak konsekwentnym, sprzedawałby dużo więcej na tym etapie 😀 A nie daj Boże nasz beznadziejny ciućmak grafoman utrzyma takie tempo przez 30 lat! 60 x 140 = 8400 sprzedanych książek w ciągu roku! Około 188 tysięcy emerytury rocznie, a nie musiałby w międzyczasie rezygnować z pracy! 😀

No dobra, pośmialiśmy się, a teraz bardziej realistycznie. Wiadomo, że sprzedaż nie utrzymuje się na stałym poziomie. Nowości schodzą lepiej, starocie gorzej albo wcale. Na dobrą sprawę jednak, nie jest to do końca zweryfikowane, ponieważ tradycyjni wydawcy tak cisną w stronę nowości, że rzadko wznawiają stare książki.

Ty jednak wydajesz wyłącznie samego siebie. Dbasz o swój inwentarz. Co kilka lat odświeżasz okładki, by pasowały do aktualnych trendów gatunku i nęciły nowych czytelników, co jakiś czas robisz promocję, konkurs, sprzedajesz w pakietach, piszesz serie, aby znajomi bohaterowie przypominali o wcześniejszych książkach itd. itp. Przede wszystkim zaś, twoje książki są cały czas dostępne i cały czas piszesz kolejne. Nie dajesz o sobie zapomnieć. Nowe książki windują sprzedaż starych. Jeżeli jesteś dobry, nowi czytelnicy będą chcieli przeczytać więcej i to natychmiast. Paradoksalnie to, że nie sprzedawałeś dużych nakładów zaczyna działać na twoją korzyść, bo nie nasyciłeś rynku swoimi książkami i zawsze znajdą się nowi, chętni, by je kupić. A twoje książki wciąż można kupić. Wszystkie twoje książki żyją, bo TY utrzymujesz je przy życiu.

Dzięki temu działa efekt kuli śniegowej. Wysiłek włożony na początku kariery zwraca się po stokroć. Na stare lata możesz pierdolić ZUS. Mało tego, możesz przecież być aktywny zawodowo aż do samej śmierci: jedyne co cię może powstrzymać to alzheimer 😀

To wszystko jedynie moje przypuszczenia, oparte na relacjach indie publisherów z USA, którym się udało. Zgodnie z ich świadectwami, myślenie długoterminowe to podstawa w nowej wydawniczej rzeczywistości, który do nas chyba jeszcze nie dotarła. Ale dotrze. Nie mogę się tego doczekać.

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

join-me-on-facebook-small

 

Zdjęcie: www.leadon.eu