Dziś post o tym, jak mam zamiar wyleczyć się z opierdalactwa, o którym pisałem TU.

Sposób 1: pisać z samego rana

Robię to już od jakiegoś czasu i bardzo sobie chwalę. Wstaję o 5:50 rano, daję sobie dziesięć minut na toaletę i zrobienie herbaty, a potem piszę przez dwie godziny, od szóstej do ósmej. Potem idę do pracy i już wtedy mam dobry humor, bo zrobiłem coś fajnego dla siebie.

Dzięki temu też pisanie nie koliduje z resztą mojego życia. Ponadto piszę na świeżości, mam paliwo. Wieczorami człowiek bywa zbyt splaszczony, by być kreatywnym. No i umówmy się: nie chodzi o to, by zostać no-lifem. Mam swoje potrzeby towarzyskie i nie chciałbym winić pisania za to, że inne sfery życia na nim cierpią.

Sposób 2: żadnych dni wolnych

Schemat 5 dni pisania/2 dni wolnego zbytnio przypominał pracę, a przecież pisanie to nie praca. To moja rozrywka! Kto widział, żeby robić sobie weekendy od rozrywki? 😀 Poza tym, jak na razie mam kłopoty z dobiciem do ośmiuset słów dziennie, a pisanie przez siedem dni w tygodniu pozwala osiągnąć tygodniowy cel przy 571 słowach dziennie. Żeby nie było: wciąż chciałbym pisać 800 słów dziennie i do tego będę dążył. Przez opierdalactwo jestem dobrych parę tysięcy słów do tyłu, z czasem chciałbym to nadrobić i na koniec roku mieć napisane 200 tysięcy słów 😉

Sposób 3: pisać kilka rzeczy naraz

Uwielbiam owsiankę, ale gdybym miał jeść ją codziennie, to bym się w końcu zrzygał. Powieści zajmują sporo czasu, nie chcę by pisanie ich mnie nudziło. Mam w głowie wiele pomysłów na książki, czas je pozaczynać. Dzięki temu będę mógł przeskakiwać sobie z kwiatka na kwiatek, tam, gdzie mam najfajniejsze pomysły na ciąg dalszy. Tu wbudowany mechanizm opierdalacza działałby na moja korzyść: szedłbym tam, gdzie bym dostawał szybką gratyfikację 😀

Optymalnie byłoby ciągnąć trzy książki jednocześnie. Więcej groziłoby tym, że żadnej bym nie skończył. Do trzech książek warto okazjonalnie dodawać opowiadania, na zasadzie urozmaicenia, szybkiego strzału. Mam rozpoczęty cykl opowiadań SF, lubię też pisać horrory. Prędzej czy później zbierze się ich tyle, że będę mógł wydać je w formie książek. Do tego wszystkiego dodaję oczywiście bloga, jako chwilowe odejście od fikcji literackiej.

Sposób 4: ograniczyć alkohol, a najlepiej nie pić wcale

Krótka piłka, lata już nie te 😀 Po konkretnej imprezie umieram przez kilka dni i nie jestem w stanie napisać niczego, co nadawało by się do upublicznienia. Spora liczba zer w mojej tabelce progresu wynika właśnie z tego. Zresztą, alko zawsze stoi na drodze do celu, cokolwiek byś sobie nie założył, czy to dieta, czy ćwiczenia, czy nauka. A i frajda z imprezowania już nie ta, swoje człowiek w życiu widział i wszystkie melanże zaczynają wyglądać tak samo. Robią się po prostu nudne.

To wszystko 🙂 2017 to rok dyscypliny. Nie mam zamiaru myśleć o wydawaniu czegokolwiek, liczy się tylko pisanie. Bez dyscypliny do niczego nie dojdę, więc trzeba zacząć od podstaw. Zresztą, nigdzie mi się nie spieszy, trzeba myśleć długoterminowo. Ważne, żeby PISAĆ CODZIENNIE. COKOLWIEK.

Pozdrawiam 😀

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

 

Zdjęcie: 4.bp.blogspot.com