Z wydawaniem książek jest trochę jak z wychowywaniem dzieci. Ty, autorze, jesteś matką i urodziłeś właśnie śliczne, zdrowe bobo 🙂 Wyobraź sobie, że masz je teraz odsunąć od piersi i na kilka lat powierzyć opiekę nad nim niańce (tradycyjnemu wydawcy). Teoretycznie niańka ma większe doświadczenie w zajmowaniu się dziećmi niż ty. Jest zawodowcem. Powinna wiedzieć, jak wykarmić dziecko i odchować je, by było zdrowe i pięknie rosło.

I owszem, widujesz na placu zabaw (w księgarni) mnóstwo czystych (dobrze zredagowanych), schludnych (estetycznie wydanych) dzieci ubranych w modne ciuszki (okładki), a nianie głośno chwalą na placu zabaw (promują) niektóre dzieci oddane im pod opiekę. Z drugiej strony widujesz inne dzieci: brudne, zaniedbane, w zmechaconych ciuszkach z lumpeksu, siedzą zapomniane w kącie, a nianie praktycznie się nimi nie zajmują.

Nianie zawsze się pięknie uśmiechają, gdy chcą wziąć twoje dziecko pod opiekę, w końcu na tym zarabiają pieniądze. Możesz sprawdzić referencje niani, ale nigdy nie będziesz do końca pewny, czy twoje bobo będzie śmigać w nowiutkich małych airmaxach, czy może będzie donaszać skoki po innych dzieciach 😉

No i mamy dylemat. Jedni pisarze wychodzą z założenia, że lepiej zdać się na nianię, bo sami mleko przypalą, założą pieluchę na lewą stronę albo wykąpią dziecko we wrzątku. Uważają, że dzieci to się fajnie robi, ale wychowanie to dopust boży, więc lepiej oddać je zawodowcowi i liczyć na fuksa.

Inni z kolei uważają, że matka zawsze wie lepiej. Na samą myśl, że ktoś mógłby źle potraktować ich dziecko, aż im się nóż w kieszeni otwiera. Dlatego wolą zająć się wszystkim sami, a jeżeli jakieś zajęcie jest wyjątkowo niewdzięczne, wtedy owszem, mogą zatrudnić pomoc, ale będą jej dokładnie patrzeć na ręce. Przede wszystkim jednak, sam proces wychowywania sprawia im niemal taką samą frajdę, co samo płodzenie 😉

Trochę długa ta metafora, ale faktem jest, że decyzja o tym, by wydawać swoje książki samemu lub wysyłać do tradycyjnego wydawcy, nie powinna być motywowana tylko finansowo. Każdy „indyk” powinien mieć w sobie coś z maniaka kontroli, inaczej nie będzie przykładał wystarczającej wagi do jakości. No i, rzecz jasna, dodatkowa praca w charakterze wydawcy nie może być dla niego krzyżem do noszenia. Ma takie nastawienie psychiczne, że przeszkody nie są dla niego problemem, tylko wyzwaniem, które go nakręca.

Jeżeli czujesz, że masz te cechy, startuj solo, spodoba ci się. Jeżeli boisz się odpowiedzialności, idź do wydawcy. Tylko potem daj na mszę, by wszystko poszło dobrze, bo losy dziecka już nie są w twoich rękach.

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

 

Zdjęcie: i.ytimg.com