Dean Wesley Smith to pisarz z dorobkiem ok. dwustu powieści napisanych na przestrzeni trzydziestu lat. Nie jest powszechnie znany, zawsze był w drugim szeregu, natomiast z uwagi na ilość stworzonego materiału, żyje sobie bardzo dobrze z indie publishingu.

Na stawiane w kółko pytanie: „jak ty to robisz, że jesteś aż tak płodny?”, odpowiada zawsze w ten sam sposób.

„Spędzam więcej czasu w fotelu”.

Tadaaam! 😀 Ot i cała tajemnica 😀

Obiegowa opinia jest taka, że płodni pisarze zapierniczają jak gepardy, a klawiatura pali im się pod palcami. Dalej wiadomo: skoro piszą tak szybko, to pewnie na odpierdziel i chujowo.

Można tylko plasnąć się w czoło, słysząc taką głupotę 😀

Z biegiem czasu i nabywanym doświadczeniem, szybkość pisania ulega pewnej poprawie i jest to normalne. Jesteś po prostu pewny swoich umiejętności i nie musisz chuchać i dmuchać na każde słowo. Jak w każdym rzemiośle: kiedy wiesz co robisz, robisz to szybciej.

Natomiast wszystko ma swoje granice. Dochodzisz do optymalnej dla siebie szybkości pisania i wyżej nie podskoczysz. Jeżeli chcesz pisać więcej, nie ma przebacz: musisz poświęcić na to więcej CZASU.

Rozumiecie już, dlaczego argument „płodność obniża jakość pisania” jest taki głupi? Albo nie, powiem tak, żeby nie było wątpliwości.

PŁODNOŚĆ PISARZA NIE MA ŻADNEGO ZWIĄZKU Z JAKOŚCIĄ JEGO DZIEŁ.

Jeżeli już, to płodność może jakość dzieł jedynie podwyższyć. Jak mówiłem w ostatnim poście, trening czyni mistrza.

Co więc różni płodnych pisarzy od płodnych inaczej? Etyka zabawy.

Dlaczego nie „etyka pracy”? Pisanie to nie praca, tylko przyjemność. Praca kojarzy mi się z czymś, na co nie mam ochoty, a muszę. Każdy, kto zaczyna pisać, robi to w wolnym czasie dla własnej przyjemności i satysfakcji. Założenie to nie powinno się zmieniać, kiedy zwiększa się skala, nawet jeżeli ktoś jest zawodowcem.

Na świecie jest chyba z milion lepszych sposobów na zarabianie pieniędzy. Po co pchać się w zawodowe pisanie, jeżeli nie uwielbiasz samego procesu?

Osobiście mam więcej zaufania do płodnych pisarzy niż do <e-khem> artystów/opierdalaczy. Płodny pisarz pisze dużo, bo ma z pisania FRAJDĘ. Kiedy masz z czegoś frajdę, chcesz to powtarzać, chcesz do tego wracać jak najszybciej i myślisz o tym, kiedy robisz coś innego. No i chcesz być w tym jak najlepszy.

Płodność w twórczości jest, tak naprawdę, stanem naturalnym. Tak powinno być DOMYŚLNIE. Oznacza to, bowiem, że naprawdę lubisz to, co robisz.

No dobra, teraz konkretnie. Koleś z etyką od kolesia z zajawką różni się tym, że koleś z etyką ustala sobie cele. Konkretne i mierzalne.

Nie ma nic złego w oprawianiu zajawki w ramy, może to być wręcz zbawienne. Jestem tego najlepszym przykładem.

Kiedy się wkręcę, potrafię pisać kilkanaście godzin pod rząd, zarwać noc, itp. Ale szczerze? Większą satysfakcję mam, kiedy uda mi się przez kilka dni z rzędu napisać założoną ilość słów, bo zawsze miałem problem z byciem systematycznym. Jestem chronicznym prokrastynatorem 🙁 Walczę z tym i często przegrywam…

Między innymi po to zacząłem „eksperyment indie”. Mam zamiar regularnie spowiadać się publicznie z efektów. Zewnętrzna presja ma mnie pobudzić do roboty i wyleczyć z opierdalania się. Nawet jeżeli nie uda mi się zostać zawodowym pisarzem, to mam nadzieję, że przynajmniej nauczę się systematyczności.

Trzymajcie kciuki! 😀

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

join-me-on-facebook-small

Grafika: www.dobrebadanie.pl