Pisarstwo to chyba jedyny zawód, w którym trening jest źle widziany. Z jakiegoś kosmicznego powodu wszyscy oczekują, że wejdziesz na zajebisty poziom tak „po prostu”, bo masz talent.  Wszystko poniżej bliżej niezdefiniowanej „zajebistości” masz trzymać w swojej szufladzie. Skąd więc masz wiedzieć, czy jesteś już wystarczająco dobry, czy nie?

Autor, który wypluje jedną książkę na trzy lata uchodzi za zajebistego, bo przecież spędził TRZY LATA na pisaniu książki, więc musi być zajebista, wyriresczowana do wyrzygania i w ogóle, prawda?

Taaak. Z pewnością autor spędzał nad tą książką kaaażdy z tych 1095 dni 😉

Natomiast pisarz, który wypuszcza więcej niż jedną książkę rocznie to od razu sprzedajny grafoman, wyrobnik, którego wypociny musza być z gruntu złe i niewarte niczyjej uwagi.

Ech.

Pisanie to rzemiosło jak każde inne. Im więcej piszesz, tym lepszy się stajesz. Nazywa się to TRENING! Tylko trening czyni mistrza!

Dlatego właśnie bujdy o natchnieniu są takie szkodliwe. Pisarze, którzy wmawiają czytelnikom, że jakość ich pracy zależy od jakiegoś zewnętrznego, duchowego czynnika, robią całemu środowisku krecią robotę. Dlaczego ktoś ma szanować efekt twojej pracy, skoro jej jakość od ciebie nie zależy?

„Natchnieni” pisarze z reguły są tymi, którzy wydają książki raz na kilka lat. Brakiem natchnienia tłumaczą po prostu swoje opierdalactwo. Więcej o tym TUTAJ.

Inna sprawa, że nie ma czegoś takiego jak meta, cel, wystarczająco dobry poziom czy certyfikat jakości, którego uzyskanie czyni z ciebie profesjonalnego pisarza, mistrza cechu. Nie ma czegoś takiego jak egzamin końcowy, po którego zdaniu zyskujesz uprawnienia do wykonywania zawodu.

Najbardziej jaskrawy przykład to Stephen King. Uchodzi za pisarza horrorów, natomiast horrory to max. jedna czwarta jego twórczości. King bierze się za nowe gatunki, eksperymentuje z formą, wyjeżdża poza swój obszar ekspertyzy, jeżeli takowy w ogóle istnieje. Innymi słowy – TRENUJE i dzięki temu rozwija się 🙂

Kochani czytelnicy, pozwólcie, że pozbawię was złudzeń.

WSZYSTKIE KSIĄŻKI, KTÓRE KUPUJECIE, TO WPRAWKI PISARSKIE.

WSZYSTKIE KSIĄŻKI TO TRENING!

Jeżeli którykolwiek z pisarzy się z tym nie zgadza, to ok, nie będę się z nim kłócił. Natomiast jestem skłonny postawić pięć do jednego, że za dekadę koleś zniknie i nikt nie będzie go pamiętał. Pisanie to stały proces uczenia się!

Jeżeli przeanalizujecie kariery klasyków, to w 90% przypadków wyjdzie, że powszechnie znane dzieła stanowią max. 10% dorobku. Kariery pisarzy, którzy napisali tylko jedną książkę, która stała się klasykiem, można policzyć na palcach jednej ręki pracownika tartaku. Żeby dorobić się jednego klasyka, trzeba, z reguły, napisać kilkadziesiąt nie-klasyków. Nie ma się żadnego wpływu na to, czy coś chwyci i dlaczego. Im więcej piszesz, tym większa szansa, że któreś z twoich dzieł zapisze się w masowej pamięci na dłużej.

Dlatego nie ma sensu chuchać i dmuchać na swoje drogocenne książki. Nic ci nie przyjdzie z chuchania. Napisz, wypuść i niech czytelnicy zweryfikują. W najgorszym przypadku… nic się nie stanie 🙂 Książka zginie w mrokach dziejów i nikt jej nie będzie pamiętał, ale przecież nikt nie przyjdzie do ciebie z kijami pod dom, bo napisałeś gniota 😉

Trenuj i dziel się efektami swoich treningów. Nie masz absolutnie nic do stracenia.

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

join-me-on-facebook-small

Grafika: www.hdw.eweb4.com