Wkurza mnie to, że rynek wydawniczy w Polsce to archaiczny i patologiczny twór.

Wkurza mnie to, że wielu graczom na rynku pasuje utrzymanie chujowego status quo.

Wkurza mnie, że przez to, pisarstwo wydaje się być zabawą dla hobbystów albo desperatów.

Wkurza mnie, że pisarze pogodzili się z tym.

Wkurza mnie, że opinia publiczna uważa, że to normalne.

Wkurza mnie jak czytam wywiady z nielicznymi pisarzami, którzy zajmują się tym w Polsce profesjonalnie i okazuje się, że mimo dużych nakładów zarabiają „średnio”, „bez szału”, „od czasu do czasu pozwolą sobie na jakąś ekstrawagancję”, która nawet dla średnio zarabiającego ekstrawagancją nie jest. Matematyka jest bezlitosna: ze sprzedaży bestsellerowego nakładu w obecnym układzie wydawniczym, pisarz nie wyciągnie nawet średniej krajowej miesięcznie. Nie tak to powinno wyglądać.

Remedium wydaje się być indie publishing. Tak jest – indie publishing, nie self publishing. Różnica polega na tym, że self publisher wydaje sam swoją książkę hobbystycznie, ze względów ambicjonalnych i rzadko jest to więcej niż jeden tytuł. Indie publisher traktuje wydawanie samego siebie poważnie: myśli biznesowo, długofalowo, pisze dużo, wreszcie prowadzi działalność gospodarczą ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Żeby było jasne: może jestem wkurzony, ale nie jestem pisarzem. Pisarz to ktoś, kto żyje z pisania. Ja jestem co najwyżej hobbystą, ale chciałbym kiedyś przestać nim być. Możesz stwierdzić, że znowu jakiś wannabe się wymądrza na blogu. Masz prawo, nie nazwę cię hejterem, jak co niektórzy, przewrażliwieni. Po prostu nie mogę dłużej trzymać w sobie informacji, które uważam za wartościowe i pomocne. Jakkolwiek, to mimo wszystko jest blog, nie gazeta. To tylko moje przemyślenia. Jeżeli z czymś się zgadzasz, przyjmij to. Czujesz wewnętrzny sprzeciw? Olej to. Nie jestem ekspertem, tylko adeptem SZUKAJĄCYM odpowiedzi: tak, jak Ty.

Naczytałem się sporo o tendencjach w światowym publishingu, o tym, jak drakońskie stają się kontrakty wydawnicze, jak pisarze są dymani, nawet ci bestsellerowi, którzy mimo milionów na koncie nie wiedzą, ilu milionów na ich koncie brakuje. Przy tym, możliwości jakie dają nowe technologie i niskie ceny druku jawią się jako raj dla osób, które są skłonne zapuścić parę odpornych na uderzenia jaj i wziąć odpowiedzialność za karierę w swoje ręce. Czasy niańczenia pisarzy przez wydawców się skończyły: zabrakło wazeliny.

Ok, teraz konkrety.

Posty będą publikowane w dwóch kategoriach: BIZNES i WARSZTAT.

BIZNES – finansowo-prawna strona przemysłu wydawniczego.

WARSZTAT – proste odpowiedzi dla osób, które chciałyby pisać.

Posty będą się ukazywały przynajmniej raz w tygodniu, optymalnie dwa (po jednym w każdej kategorii). No i, żeby uczynić zadość nazwie bloga, nie mam zamiaru się pierdolić w tańcu. Jeżeli temat będzie wkurwiający, zostanie adekwatnie potraktowany 😉

Informacje o postach będą ukazywały się na fanpage’u „Wkurzony pisarz”. Polubcie, by być na bieżąco. Będę też wdzięczny za wszelkie komentarze.

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

 

Grafika: www.pixelstalk.net