Bo nie zarabiają na książkach. Heloooł? 😀

Pobawmy się w matmę. Do kieszeni pisarza trafia 10% ceny okładkowej (optymistycznie). Przy 39,90 zł mamy ok.4 złote. Średnia krajowa za 2016 rok to 4101,36 zł brutto, więc aby zarabiać średnią krajową pisarz musi sprzedać 1028 sztuk książki miesięcznie. 12335 rocznie. Bestseller w polskich warunkach, coś o czym pisarze marzą.

Średni nakład to ok. 3000 sztuk.

Ja pierdolę. Naprawdę trzeba być pojebem albo desperatem, żeby chcieć pisać w Polsce.

Albo hobbystą bez oczekiwań finansowych.

Stary świński dowcip: co jest najważniejsze w pozycji „od tyłu”? Żeby być z tyłu.

Idźmy więc od tyłu.

Najlepiej mają detaliści: duże sieci handlowe, które stanowią ponad połowę rynku. Ich od tyłu nikt nie popycha. To one dyktują tempo stosunku i zgarniają jedną czwartą tortu.

Technicznie hurtownicy są przed detalistami, ale finansowo jadą na tym samym wózku i zgarniają mniej więcej tyle samo z wydawniczego ciasta. Działają więc w harmonii, jedni z przodu, drudzy z tyłu 😉

Paradoksalnie, najgorzej mają wydawcy. Wyobraźcie sobie. Weź tu planuj działalność, kiedy średni termin płatności faktur wynosi 9 miesięcy, kiedy duzi gracze manipulują zamówieniami w czasie dla korzystnego VAT’u, „sugerują” dodatkowe płatności za eksponowane miejsca w sklepach, które idą w dziesiątki tysięcy złotych, a chuj wie ile to faktycznie daje. Mało tego: wydawca bierze na siebie koszty redakcji, korekty, ilustracji, druku, składu, etcetera…

Z drugiej strony podwykonawcy gniotą ich o płatności. Redaktorzy, ilustratorzy – z tymi nie pograsz zbytnio, bo maja płaconą sztywną stawkę za dzieło.

Ale pisarze…? Oni mają płacone od sztuki… jeżeli się sprzeda.

Hm.

Wykładnia głosi, że wydawca jest jedynym sprzymierzeńcem pisarza w walce z realiami rynku. Im lepiej ma się pisarz, tym lepiej ma się wydawca. Logiczne.

To prawda. Żadnych innych sprzymierzeńców pisarz nie ma. Poza sobą.

Różnica polega na tym, że wydawca ma wielu pisarzy, a pisarz (z reguły) jednego wydawcę.

Żeby nie było – ja nic nie sugeruję! Ale w każdym normalnym biznesie, gdzie strona ma procentowy udział w zyskach, w umowie powinny być zapisy o możliwości wglądu w księgowość i audytu finansowego. Dla pewności, czy „procenty” w rozliczeniach się zgadzają. Sam jestem ciekaw, ilu pisarzy, którzy cokolwiek konkretnego zarabiają, skorzystało kiedykolwiek z takiej możliwości. Nie wspominam o 95% tych, których sprzedaż kończy się na pierwszym nakładzie.

<cykanie świerszczy na tle ciszy>

<kurtyna>

join-me-on-facebook-small

Zdjęcie: www.lifehacker.com