Tytuł i obrazek to prowokacja, niestety mierna 😛 Aby przekonać się dlaczego, doczytajcie do końca. Dziś ciąg dalszy statystyk, które w sierpniu 2016 roku umieściło na swoim fanpejdżu wydawnictwo Genius Creations. Liczby dotyczą propozycji wydawniczych z pierwszych trzech lat działalności GC. Pierwszą część statystyk z moim komentarzem znajdziesz TU, a dziś prezentuję dane dotyczące płci i wieku oraz jak się to przekłada na jakość.

Struktura płciowo-wiekowa vs średnia punktowa

„79,6% kobiety – 2,4 pkt
20,3% mężczyźni – 2,15 pkt
0,1% „inne” – 1,3 pkt

od 12 lat do 18 lat – 29,4% – 1,5 pkt
od 19 lat do 29 lat – 27,9% – 2,6 pkt
od 30 lat do 39 lat – 26,8% – 2,95 pkt
od 40 lat do 49 lat – 11,7% – 2,6 pkt
powyżej 50 lat – 4,2% – 2,35 pkt”

Komentarz: ewidentnie bagaż życiowy pomaga w podnoszeniu jakości pisania. Jakkolwiek, gdyby było to takie proste, to seniorzy pozamiatali by towarzystwo, a tak nie jest. Mamy tu strukturę stożkową: im dalej od grupy wiekowej 30-39, tym gorzej. Ciekawe w jakim wieku są recenzenci wydawnictwa 😉 Podejrzewam, że wspólnota wieku przełożyła się na podobne postrzeganie świata i ostatecznie – na najwyższe średnie oceny.

Wyciągam z tej statystyki naukę na przyszłość: chcąc mieć długotrwałą karierę pisarską i do późnej starości pisać na wysokim poziomie, trzeba cały czas być na bieżąco. Nie chodzi o ganianie za trendami, trzeba po prostu przez całe życie uczyć się lepszego opowiadania historii. Nie chodzi o to, by włazić w tyłek młodemu pokoleniu (bo to się i tak nie uda), ale by nie tracić z nimi kontaktu, nie bać się eksperymentów z formą i tematami. Inaczej popadnie się w geriatrię nie tylko fizycznie.

Na koniec wisienka na torcie: struktura płciowo-wiekowa vs podpisane umowy wydawnicze:

„79,6% kobiety – 22 umowy
20,3% mężczyźni – 39 umów
0,1% „inne” – 0 umów

od 12 lat do 18 lat – 29,4% – 0 umów
od 19 lat do 29 lat – 27,9% – 16 umów
od 30 lat do 39 lat – 26,8% – 33 umowy
od 40 lat do 49 lat – 11,7% – 12 umów
powyżej 50 lat – 4,2% – 0 umów”

Komentarz: baby i gówniarze nie umieją pisać. BENG! 😀 😛

No dobra, teraz już na serio: sam jestem zaskoczony, zwłaszcza w świetle poprzedniej statystyki, z której wynika, że kobiety utrzymują wyższą średnią ocen od mężczyzn, mimo czterokrotnej przewagi liczebnej (to, swoją drogą, też ciekawe). Ale tak to już jest ze średnimi: wsadź łeb do pieca, a nogi do lodu i otrzymasz statystycznie normalną temperaturę ciała.

Średnie oceny znaczą tyle, że panie są nieco mniej grubo poniżej progu akceptacji przez wydawnictwo 🙂 Liczy się kto dobiega do mety, a tu statystyka jest mega brutalna: 1/5 populacji (mężczyźni) zgarnia 3/5 tortu. Wygląda na to, że kiedy faceci już biorą się do pisania, to konkretnie. Dlaczego tak się dzieje? O to trzeba by już pytać recenzentów, ale wydawnictwo dyplomatycznie stwierdziło: „pozostawiamy bez komentarza, mamy nadzieję, że nie zostanie to odczytane jako coś złego” 😉

Na szczeście jesteśmy na autorskim blogu i mogę sobie spekulować do woli: nie muszę się przejmować poprawnością polityczną. Gdy zbierzemy do kupy większościowe dane ze wszystkich statystyk, okazuje się, że o publikację starają się głównie nastolatko-studentki piszące chujowe (urban) fantasy.

Tyle dane, teraz spekulacja. Moim zdaniem, dysproporcja wynika częściowo z tego, że młode dziewczyny traktują pisanie na poły pamiętnikarsko. Nie potrafią na tym etapie życia oderwać się od osobistego bagażu i po prostu opowiedzieć historii. Świat fantasy staje się jedynie atrapą, dodatkiem do emocji i epizodów, które tylko one rozumieją i które nikogo innego nie interesują.

Tak mi się przynajmniej wydaje. Opieram te przypuszczenia na połączeniu statystyk z treścią przeczytanych wywiadów z recenzentami, w których, wśród wielu innych zarzutów, przewija się zarzut o zbytnią biograficzność propozycji wydawniczych, przez co nie stanowią one żadnej wartości dla osób trzecich. Oczywiście nie jest to wytrych dla wszystkich, to by było zbytnie uproszczenie, ale nie zdziwię się, jeżeli mam rację w przynajmniej 1/3 przypadków odrzuconych tekstów młodych kobiet. Przyznaję szczerze, że strzelam tutaj totalnym ślepakiem: mogę się mylić. Mam nadzieję, że panie się nie obrażą 🙂

Faceci są dużo bardziej konkretni. Jak piszą książkę, to piszą książkę i chuj, fabuła to fabuła, a nie jakiś zakamuflowany pamiętnik 🙂 Ot i cała tajemnica. Odrzucone książki facetów są po prostu zwyczajnie do dupy 😀 Zapewne są też gorsze warsztatowo od książek dziewczyn (co by tłumaczyło wyższą ogólną średnią ocen pań).

Na szczęście, kiedy dziewczyny przejdą przez etap wywnętrzniania się, to naprawdę wymiatają. Dopiero co skończyłem czytać „Idź i czekaj mrozów” Marty Krajewskiej (swoją drogą właśnie z Genius Creations) i jestem pod mega wrażeniem 🙂 Nie, ten tekst nie jest sponsorowany 😉

A propos mrozów, życzę wszystkim Wesołych Świąt, dużo zdrowia i znalezienia choć chwili czasu, by usiąść w spokoju i coś poczytać 😉 Do zobaczenia w nowym roku! 😀

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

join-me-on-facebook-small

 

Zdjęcie: www.redbubble.net