Sedno tej zasady to pisać, a nie pieprzyć o tym, że chce się pisać. Dwie trzecie aspirantów wysiada już na pierwszym przystanku.

Pierwsza zasada Roberta Heinleina wydaje się być czystym debilizmem, a w sumie jest najważniejsza. Nie tylko dlatego, że bez pisania nie ma kariery pisarskiej. „Musisz pisać” odsiewa najgorszy sort plewów: farmazoniarzy i marzycieli.

Spośród tych, którzy mówią „chciałbym zostać pisarzem”, dwóch na trzech zatrzymuje się na słownych deklaracjach, zawracaniu dupy znajomym, lub wyrywaniu na swoje pisarskie ambicje nieświadomych niczego studentek pierwszego roku polonistyki, bo drugoroczniaczki już nie dadzą się na to nabrać.

Jakimś dziwnym trafem, „tylko jeszcze jeden” odcinek serialu, level w grze lub wyjście na piwko z kolegami okazują się zawsze ważniejsze od pisania. A na tym piwku jest, oczywiście, narzekanie, że nie ma się czasu na pisanie 🙂 Nie chodzi o to, żeby nagle zostać no-lifem, ale jeżeli piszesz śladowe ilości, to przestań się sam oszukiwać. Nie chcesz zostać pisarzem. Wydaje ci się.

Przez długi czas byłem jednym z takich farmazoniarzy, aż wkurwiłem się i założyłem sobie tygodniowy cel: cztery tysiące słów. Czasem się udaje dobić do mety, częściej trochę brakuje, ale nawet trzy tysiące słów to więcej niż zero. Tydzień w tydzień posuwam się do przodu i stopniowo piszę coraz szybciej. Ten element postępu też daje mi kopa.

Jakby ktoś nie zauważył, „pisać” to czasownik niedokonany. Pisanie ma być procesem ciągłym. Skończyłeś książkę? Brawo! Możesz pójść się urżnąć na tę okoliczność, ale następnego dnia wracasz i zaczynasz następną.

Na tym właśnie polega różnica między pisarzem, a autorem. Pisarz pisze, autor napisał. Pisarz się rozwija, a jak jest dobry to ma i karierę, autor odcina kupony i gorzknieje. Nie chcesz być autorem, który dwadzieścia lat temu napisał cośtam. Jeden Hołdys wystarczy.

Zajebistą zaletą tej zasady jest to, że zdejmuje z pisania całe ciśnienie. Nie przywiązujesz się przesadnie do ukończenia książki, nie patrzysz wstecz, bo najciekawsza historia to zawsze ta następna.

Ciągłość pisania to i największa satysfakcja, bo choć starasz się spisywać pomysły na bieżąco, myślisz dużo szybciej niż piszesz, wiec fabuła równolegle dojrzewa w głowie. Im dalej w las, tym coraz szybciej piszesz, dzienny urobek rośnie. Jest postęp, jest z czego być dumnym.

Ciągłość pisania to także sposób na największą frajdę 😀 W końcu, pisząc, wypuszczasz z siebie dzieciaka, żeby poszedł pobawić się za rogiem, najlepiej tam, gdzie mu wszyscy zabraniają. Kiedy dobiegnie za róg i już poobczaja wszystko, co ciekawe, nie siada na dupie i nie zamula, tylko biegnie dalej.

No i jeżeli chcesz być zawodowym pisarzem w tym kraju, musisz pisać dużo. Nie ma pomiłuj.

Gdzie twoja reakcja? Powinieneś był mnie opierdzielić, że „musisz” to niewłaściwe słowo! „Możesz”, „masz możliwość”, to już tak! Nie mogę się doczekać, kiedy przejdę na zawodostwo i nie będę musiał pisać po nocach. Będę nakurwiał książkami jak ninja gwiazdkami! 😀

Za tydzień zasada numer dwa.

Leszek Bigos ztj. Wkurzony Pisarz

join-me-on-facebook-small

 

Zdjęcie: www.pr-university.com